Recenzja: Transformers Studio Series Crowbar
Transformers: Studio Series Crowbar

Imię postaci: Crowbar Studio Series Crowbar
Seria: Studio Series
Klasa/pricepoint: Deluxe
Producent: Hasbro/Takara Tomy
Przynależność: Decepticon
Podgrupa: Dread
Tryb alternatywny: Chevrolet Suburban
Pierwsze pojawienie się: film Transformers: Dark of The Moon
Cześć! Witajcie na naszej skromnej stronie. Z tej strony Highbrow (niektórzy mogą mnie znać jako Highbrow98, Hebrajł lub po prostu Kamil), po raz pierwszy z (niesamowicie amatorskim) materiałem na główną. Mam dziś dla Was galerię-recenzję figurki z nowej (jeszcze) linii od Hasbro i Takary, mianowicie Transformers: Studio Series Crowbar klasy Deluxe. Przekonajmy się, czy warto go dodać do swojej kolekcji.
Model został udostępniony do recenzji przez oddział Hasbro Polska, za co serdecznie dziękuję.
Wspomnę jeszcze pokrótce, że linia Transformers: Studio Series ma za zadanie dostarczyć na nasze półki odświeżone wersje postaci pojawiających się w filmach kinowych TF, bądź plastikowe reprezentacje tych, które jeszcze swojej nie miały. Będą także ze sobą we względnie rozsądnej skali.
Słów kilka o postaci
Crowbar pojawia się w filmie jedynie na chwilę. On i jego koledzy, Crankcase i Hatchet, razem znani jako Dreads, mieli za zadanie spowolnić działania Autobotów oraz Sama Witwicky’ego i Seymoura Simmonsa, atakując ich po zdobyciu ważnych informacji, co poskutkowało efektowną sceną pościgu i rozpierduchy na zatłoczonej autostradzie.
Według materiałów pobocznych, nasz dzisiejszy bohater jest mistrzem robienia włamów i hakowania, posiadającym wachlarz zdolności i narzędzi, by poradzić sobie w każdej sytuacji. Dreads, natomiast, są elitarną jednostką Decepticonów do zadań specjalnych, takich jak ciche zabójstwa, szpiegostwo itd. itp. Szkoda, że nie było nam dane zobaczyć tego w filmie…
Pudełko
Jakie opakowanie jest, każdy widzi. Te z SS są całkiem dobrze zrobione: małe, kompaktowe i dosyć oszczędne, ale eleganckie. Spore okienko pozwala nam dobrze przyjrzeć się figurce, jeśli kupujemy w sklepie fizycznym (duży plus), lub ładnie ją eksponować, jeśli zbiera się MiSB-y. Z tyłu znajduje się także jednozdaniowe „bio” postaci, rendery prezentujące, jak mniej więcej powinien wyglądać nasz model, informacja o tym, ile kroków zajmuje transformacja oraz cross-selle. Moje pudełko niestety trochę się pogniotło, ale to z mojej winy. Jak kupicie swojego, to wasze raczej tak wyglądać nie powinno.

Tak się prezentuje zawartość pudełka: figurka + uzbrojenie na plastikowej tacce, kartonowa podstawka, świstek z informacjami, które nikogo nie obchodzą i instrukcja. Czyli drugi świstek z informacjami, które nikogo nie obchodzą :D.
Instrukcja jest dosyć dziwna, jak wszystkie od czasu (bodajże) Titans Return – podłużny, zadrukowany z obu stron kawałek papieru. Na szczęście jest w miarę czytelna i nie zauważyłem żadnych błędów, ale przez nietypowe wymiary ciężko się z niej korzysta.
Tryb alternatywny
Studio Series Crowbar transformuje się, tak jak pozostali członkowie grupy, w czarnego Chevroleta Suburbana… co nie jest takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Otóż o ile w filmie wszyscy trzej Dreads posiadali formę taką, jaką tu widzicie, to na potrzeby linii za… awansowanych technicznie przedmiotów kolekcjonerskich DoTM każdy z nich otrzymał inny alt. W przypadku Łoma był to nielicencjonowany Carbon Motors E7.


Jedyną figurką tej postaci do tej pory był Cyberverse Legion, więc dostał spory apgrejd.
![]()
Należałoby też zaznaczyć, że Crowbar jest tzw. „ciężkim remoldem” The Last Knight Berserkera. Berserker bazuje na modelu animacji Crankcase’a. W przyszłym roku natomiast ma wyjść SS Crankcase… będący prostym rekolorem SS Crowbara. Tak, ja też tego kompletnie nie rozumiem…
Recenzję Berserkera w wykonaniu Gladkyego możecie zobaczyć pod tym linkiem.
Tryb pojazdu w szczegółach

Suburban to dosyć surowy, potężny samochód. Crowbar zmienia się w taki model, ale zmodyfikowany na radiowóz – co widać po czerwonych syrenach na dachu. Posiada sporo ładnie wyrzeźbionych, realistycznych detali. Z przodu mamy pomalowane logo Chevroleta, część świateł i przednią szybę. Niestety, reszta detali nie miała tyle szczęścia i świeci gołym plastikiem, ale przynajmniej są. Na uwagę zasługuje miejsce na rejestrację. Może ToyHax się tym zajmie?
Z boku mamy więcej ładnych detali, pomalowane szyby i insygnium Decepticonów. Niestety, uwidacznia się tu chyba największa wada tego trybu. Nogi robota dosyć mocno prześwitują z podwozia. Zwłaszcza te palce mi tu bardzo przeszkadzają. Niestety, robot gdzieś musi „pójść” w alcie. Także nieco kłuje w oczy szary element pomiędzy drzwiami. To podwójny zawias, więc jest możliwe, że wykonano go z „niepomalowalnego plastiku” o większej wytrzymałości. Brak farby na felgach jest tym razem usprawiedliwiony, bowiem są czarne na prawdziwym wozidle.
Z tyłu widzimy kolejną porcję detali, w tym pomalowane tylne światła, szybę (jest komplet!) i kolejne logo Chevroleta oraz miejsce na rejestrację. Coś też wychyla się spod zderzaka…

Rzut z lotu ptaka pokazuje nam ładne detale dachu i pomalowane syreny.
Rzut z lotu mechanika pokazuje nam kilka rzeczy:
Pierwsze primo: Z przodu znajduje się otwór 3 mm na standardową podstawkę dla figurek akcji.
Drugie primo: Preview nóg robota :v.
Trzecie primo: A, te gumowe kabelki jeszcze omówię.
Jeśli ktoś chce mieć na półce latającego SUV-a, proszę bardzo, jest taka możliwość.
(Do zdjęcia użyto oficjalnej podstawki Transformers produkcji Takary, każdy sprzedawany oddzielnie).
Akcesoria
Czas zająć się akcesoriami. W zestawie dostajemy dwa (lub trzy, w zależności od punktu widzenia).
Po pierwsze – broń Crowbara stanowią dwa kolczaste ustrojstwa. Zostały wykonane z miękkiego plastiku, więc jest mała szansa na zabicie nimi siebie lub kogoś, lub ich uszkodzenie. Za to bardzo lubią się giąć. Na szczęście można to łatwo naprawić przy użyciu suszarki do włosów.
W tylnej części pojazdu znajdują się otwory, do których można włożyć zaczepy na uchwytach broni.
Nie wygląda to ani zbyt groźnie, ani zbyt praktycznie, ale zawsze coś. Berserker miał identyczne dynksy, ale mógł je także przechowywać wewnątrz podwozia. Tu nie ma na to miejsca, niestety.
Po drugie – kartonowe tło. Każda figurka z SS ma dołączony taki kawałek twardego papieru, przedstawiający jakąś scenę z jej udziałem z filmu, z którego pochodzi. W tym przypadku to ww. pościg na autostradzie. I znowu – mój jest trochę pogięty, moja wina.
Tak oto się prezentuje przedmiot recenzji na swoim tronie.
Porównania
Cytując pewnego Polskiego Gościa od Zabawek – „nadszedł czas na porównania”. Na pierwszy ogień coś współczesnego: Titans Return Deluxe Highbrow oraz The Last Knight Deluxe Cogman.
Cogman jest wyraźnie większy od Crowbara. Niestety, nasz czarny koleżka ma dosyć „kompresującą” transformację i jego tryb alternatywny w porównaniu z innymi Deluxe’ami jest stosunkowo mały, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Suburban powinien być ogromny na tle innych samochodów.
TLK Voyager Optimus Prime. Jak to się skaluje? Nie wiem.
I na koniec odrobina klasyki – mold Classics Seekera. W tym wypadku to Universe (2008) Acid Storm. To już się na bank nie skaluje.
Tryb alternatywny Studio Series Crowbara jest w porządku. Nie jest pozbawiony wad, cierpi na pewne braki w malowaniu, ale ogólnie wygląda dobrze i nadaje się do robienia wrum wrum po dywanie… znaczy ekspozycji. No, ale nie kupujemy transformerów tylko dla jednego trybu. Czas na transformację.
Transformacja
Proces transformacji Studio Series Crowbara jest intuicyjny i dosyć satysfakcjonujący… z jednym szczegółem. No ale po kolei.
Ma w sobie coś z figurek filmowych z epoki Revenge of the Fallen/Hunt for the Decepticons, zarówno jeśli chodzi o zady, jak i walety. Mocno stosuje shellforming. Panele tworzące tył i dach są stosunkowo cienkie, więc należałoby się z nimi obchodzić ostrożnie (acz nie do przesady) przy przemianie w obie strony. Czasem coś też może się wyczepić. Estetyczne spasowanie wszystkich elementów przy konwersji w pojazd wymaga nieco cierpliwości.
Faktycznym problemem są te nieszczęsne dredy. Poukładanie ich podczas przemiany do trybu pojazdu potrafi być bUlem, zwłaszcza, jeśli nie chcemy, żeby potem szurały po podłożu, a i tak zawsze coś będzie wystawać. W dodatku po transformacji w obie strony jego bujne loki będą pogięte. Żeby je jakoś poprawić – odsyłam do suszarki. Ze względu na sąsiedztwo innych elementów polecam niższą temperaturę, coby przypadkiem czegoś nie uszkodzić. Najlepiej rozmontować co się da, zanim się za to zabierzemy. Nieco irytuje też to, że miednica o nic się nie zaczepia, ale zawias, na którym jest zamontowana jest wystarczająco ciasny.
Tryb robota
Po skończonej transformacji otrzymujemy takiego oto super-mecha-szatana-predatora-żuka z piekła. Czyli typowy Decepticon z filmów Baya.
Robot w szczegółach

Z boku i z tyłu widać więcej dredów… i więcej kibble. Niestety, projekt postaci nie pozwala na dobrą integrację trybu alternatywnego, toteż większość Chevroleta wylądowała pozwijana w harmonijkę na grzbietowej stronie mechanicznego jegomościa.
Jak już przy dredach jesteśmy – tak się prezentują ich detale. Nadal nie jestem pewien czy to mają być naboje, czy jakieś łańcuchy. Jak możecie zauważyć, żaden z pęczków nie jest przytwierdzony bezpośrednio do głowy. Główny element znajduje się tuż za nią, a dwa mniejsze są na plecach. I dobrze, bo inaczej niemiłosiernie ograniczałoby to pozowalność.
Wszystkie trzy zestawy są wyposażone w jeden zawias.
Nosz kurcze djabeł. Fajnie, że na łebek skapnęło trochę farby. Aplikacje są też nałożone bardzo starannie.
Głowa jest umieszczona na stawie kulowym, a ten z kolei na zawiasie, co daje szeroki zakres ruchu (i chicken neck action).
Tors ma sporo ładnych detali. Przywodzą mi na myśl mechaniczne mięśnie. Tu także znajdziemy nieco czerwonej farby oraz zgięcie w pasie. Obrotu nie ma, a mógłby być.
Łapki Crowbara są długie, chude, szponiaste i potworzaste.
Ramię osadzono na stawie kulowym, a ten na zawiasie góra-dół. Jest obrót na wysokości bicepsa. Łokieć to zwykły zawias, daje zgięcie o nieco ponad 90 stopni.
Dłonie są otwarte i mają po cztery nieruchome palce. Mogą posłużyć do trzymania broni 5 mm, ale z tym może być różnie, gdyż wykonano je z miękkiego plastiku. Z jakiegoś powodu zostały też muśnięte aerografem na brązowo.
Nadgarstki mogą poruszać się na boki dzięki transformacji.
O nogach można powiedzieć dokładnie to, co o rękach. Na uwagę zasługują potężne pazury oraz sprężyny w łydkach… których widok psują panele przytroczone do zewnętrznej strony podeszw i do łydek oraz wydrążenia. Artykulacja prezentuje się następująco: kulka w biodrze (ograniczona nieco przez kibble na plecach oraz kształt zewnętrznej strony obudowy stawów), obrót w udzie, nieco ponad 90 stopni zgięcia w kolanie i zgięcie góra-dół w kostce.
Akcesoria
Oczywiście Crowbar może używać swojej broni także w trybie pojazdu. Wygląda z nimi całkiem groźnie.

Broń, tak jak u Berserkera, może być przechowywana na plecach figurki.
No, to już wygląda zdecydowanie sensowniej.

Robot zachowuje możliwość wpięcia podstawki.
Porównania
Porównania 2: Electric Boogaloo. Po lewej TR Highbrow, po prawej TLK Cogman.
Teraz Voyagery – SS Starscream oraz TLK Optimus Prime. Skaluje się moim zdaniem całkiem dobrze, co z resztą jest jednym z głównych założeń Studio Series.
Wygląda na to, że rozmiarowo najnowsze Deluxe’y nie wypadają aż tak źle na tle figurek ze złotego okresu około linii Cybertron. Dla formalności – po prawej Universe (2008) Deluxe Acid Storm.
Tryb robota Studio Series Crowbara jest dobry. Znowu – nie pozbawiony wad, ale ma bardzo dobrą ogólną prezencję i dosyć ciekawy design. Artykulacja stoi na zadowalającym poziomie – bez fajerwerków, ale jest to, co trzeba. Powinienem tu pewnie wrzucić jakieś foty wypozowanego modelu, ale ja jakoś nigdy nie miałem do tego ręki :p.
Podsumowanie i ocena
Czy Transformers: Studio Series Crowbar jest wart dołączenia do Waszej kolekcji? Nie będę się bawił w jakieś szkolne czy dziesiętne skale. Moim zdaniem – tak.
Figurka ma swoje niedociągnięcia, częściowo pewnie wynikające z użycia istniejącego moldu, częściowo z praktycznie niemożliwego do realizacji modelu CG. Jednak ogólne wrażenie jakie sprawia jest pozytywne. Wygląda dobrze w obu trybach i komponuje się z innymi filmówkami (w tym SS) na półce. Dredy to ciekawy element, a morda Predatora dodaje mu… no, nie uroku, ale wiecie, o co chodzi. Transformacja jest porządnie zrobiona, wykonanie stoi na bardzo dobrym poziomie. Koniec końców daje frajdę – i chyba o to w tym wszystkim chodzi, prawda?
Zapraszam też do zapoznania się z innymi materiałami o SS:
Recenzja Deluxe Stingera
Przegląd dostępnych powszechnie w Polsce modeli z pierwszej fali
Wybaczcie średniawej jakości opisy, jest trzecia w nocy. Studio Series Crowbar Studio Series Crowbar Studio Series Crowbar
Do następnej recki. Może :v. Studio Series Crowbar Studio Series Crowbar Studio Series Crowbar

