Recenzja: Transformers Beast Wars Buzzclaw
Transformers: Beast Wars Buzzclaw
![]()
Imię postaci: Buzzclaw Beast Wars Buzzclaw
Seria: Beast Wars
Klasa/pricepoint: Basic
Producent: Hasbro/Kenner
Przynależność: Predacon
Tryb alternatywny: chimera modliszki i jaszczurki
Pierwsze pojawienie się: Transformers, Beast Wars: The Gathering #2
Cześć! Witajcie na naszej skromnej stronie. Z tej strony Highbrow, po raz drugi z niesamowicie amatorskim materiałem na główną. Mam dziś dla Was galerię-recenzję figurki z jednej z najbardziej kontrowersyjnych, ale też najbardziej uwielbianych linii. Przed Wami Transformers: Beast Wars Buzzclaw klasy Basic (dziś Scout, Commander bądź Legends). Przekonajmy się, czy warto go dodać do swojej kolekcji.
Beast Wars (znanych nad Wisłą jako „Kosmiczne Wojny”, dzięki niezapomnianemu tłumaczeniu Pana Artura Nowaka) chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, ale z kronikarskiego obowiązku o nich co nieco napiszę. Seria wyszła w 1996 roku i była próbą rewitalizacji marki, która przez kilka wcześniejszych lat nie radziła sobie finansowo. Świat Cybertronian wywrócono więc do góry nogami – frakcje zmieniły nazwy i przyjęły nie formy pojazdów, ale realistycznych zwierząt wszelkich rodzajów. Z początku pomysł ten odrzucił sporą część fanów, jednak dzięki świetnej kreskówce oraz dobrym za… awansowanym technicznie modelom kolekcjonerskim linia zaskarbiła sobie serca wielu z nich, jeśli nie większości.
Słów kilka o postaci
O tym Predzie wiadomo niewiele. Niestety, podzielił los sporej części linii figurek BW. Ze względu na wysokie koszty produkcji kreskówki nie wystąpił w niej. Dostał jedynie krótki opis na opakowaniu. Po latach otrzymał nagrodę pocieszenia – pojawił się w serii komiksów od wydawnictwa IDW, kontynuujących i rozwijających pewne wątki z serialu. Przedstawiono go jako protoformę Maximali, przeprogramowaną przez Magmatrona do walki po stronie Predaconów.
Brzęczypazur jest tzw. Fuzorem. Ich kapsuły hibernacyjne doznały uszkodzeń, a skanery pobrały dane dwóch różnych zwierząt, tworząc formę alternatywną obdarzoną cechami jednego i drugiego. W tym przypadku – modliszki oraz bliżej nieokreślonej jaszczurki (ma w sobie coś z legwana, ale ja się nie znam).
Bohater tego tekstu nie należy do osób, z którymi chciałoby się pracować nad projektem w korpo. Jest bardzo zdolny w tym co robi, czyli w mniej lub bardziej cichym likwidowaniu oponentów, ale niesamowicie arogancki, pyszny i protekcjonalny. To jednak tylko fasada, pod którą kryje się smutny, niepewny siebie i pełen strachu przed odrzuceniem przez innych bot.
Jako bestia do walki używa jadowitych żuwaczek, ogona i zaostrzonych pazurów na wszystkich odnóżach/kończynach. W formie robota jest wyposażony w ostrza na nadgarstkach, mogące też wystrzeliwać paraliżujące „dyski jonowe”, pazury trybu bestii oraz tarczę uformowaną z odwłoku/ogona. Może latać w obu trybach i jest bardzo szybki.

Istnieje hipoteza mówiąca, że Buzzclaw to reformatowany Manterror pod innym imieniem. Obaj dzielą (częściowo) formę alternatywną, pewne cechy i zdolność używania „dysków jonowych”. Powiedziałbym, że mordki też mają dosyć podobne. Wszystkie historie przedstawiają ich jednak jako osobne postacie.
Pudełko
I tym razem nad opakowaniem się troszkę rozpiszę, bo te z BW to mistrzostwo. Z przodu mamy logo serii, piękny w swej brzydocie rysunek postaci, nazwę podserii i tło z charakterystycznym, gadzim okiem. Z tyłu znajdziemy opis czym są Fuzorzy, cross-selle, niezbyt czytelną instrukcję, kartę postaci do wycięcia, zawierającą ten sam rysunek co wcześniej, Tech Specs oraz krótkie bio.
Recenzja Silverbolta w wykonaniu Gladky’ego tutaj.
Tryb alternatywny

Oto przed Państwem Beast Wars Buzzclaw w całej okazałości. Paskudnik straszliwy, czyż nie? Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że mamy do czynienia z modliszką na dwóch nogach, ale nic bardziej mylnego. Cechy obu zwierząt są wymieszane bardziej subtelnie, co dalej przedstawię dokładniej.
Kolory mnie urzekły. Model wygląda jak figurka z G2 (czyli jakby wybierał się na dyskotekę w latach 90-tych). Dominują przezroczysty pomarańcz, jasna, jakby lekko metaliczna zieleń oraz magenta z metalicznym ziarnem.
Tryb bestii w szczegółach

Widok od przodu nie jest specjalnie interesujący, ale znajdziemy sporo ładnych detali na korpusie. Dodam, że wszystkie są asymetryczne i to na całej figurce. Szacunek dla projektantów Kenner. Niestety, widoczna jest tu jedna z większych wad tego trybu. Całkowicie odsłonięta miednica i biodra robota bardzo wybijają się na tle dosyć spójnej reszty elementów.

Głowa to majstersztyk. Obecność wielu subtelnych załamań oraz wielkie oczy złożone, pokryte metaliczną niebieską farbą robią świetne wrażenie. Paszcza to połączenie szczęk jaszczurki, co widać po zębach oraz aparatu gębowego modliszki. Truskawką na torcie jest odrobina farby magenta, nałożona w taki sposób, że tworzy się gradient.
Możemy ją nieco pochylić, ale wtedy psujemy ułożenie elementów grzbietu i odsłaniamy głowę robota.

Rzut z boku prezentuje nam drugą ważniejszą wadę tego trybu – wystający z grzbietu, zielony badyl w kształcie przypominający literę „T”.
***
Gimmick
To spust od głównej funkcji zabawowej figurki – wciśnięcie go rozchyla przednie odnóżokończyny, a puszczenie zbliża je. Dzięki temu otrzymujemy możliwość ciachnięcia czy zakleszczenia ofiary (bądź „klaskanie u Rubika action” #pdk).
***
Skoro już przy tym jesteśmy – przednie… cosie formy bestii też z początku wydają się być po prostu odnóżami robala ninja, ale gdy się im przyjrzeć, można zauważyć fakturę skóry, łuski i palce gada. V Symfonii Beethovena nimi nie zagra, ale wyglądają na zdecydowanie bardziej użyteczne niż dwa nagie, ząbkowane noże zagłady, które modliszki mają w standardzie.
Poza zawiasem sprzężonym z gimmickiem, wyposażono je w staw kulowy u podstawy, który w praktyce pozwala na obrót i zbliżanie do korpusu oraz w zawias przy samym środkowym pazurze.
O odnóżonogach nie ma co dużo mówić – mają sporo detali, ładne pazurki i stawy kulowe zarówno w biodrze, jak i w kolanie z pełnym zakresem ruchu. Dominują w nich cechy jaszczurki…
…ale z tyłu stopy mają trochę z owadziej stopy (tak, to poprawna biologicznie terminologia, najwyraźniej czasem entomolodzy nie są zbyt kreatywni). Wrażenie trochę psują widoczne dłonie robota.
Możemy użyć zawiasu, na którym zamontowane są stopostopy, aby zmienić postawę stwora, lecz nie są one zbyt ciasne, a w dodatku takie rozwiązanie odsłania dłonie robota jeszcze bardziej niż zwykle.


Grzbiet – więcej ładnych detali.
Fabryka dała Buzzowi teoretycznie dwie pary skrzydeł, jednak obydwa z każdej strony stanowią jeden element, ale za to bardzo ładny. Wyrzeźbiono na nich od groma żyłek i użyto sporo farby – magenta, tak jak na głowie plus metaliczny fiolet.
Są osadzone na stawach kulkowych, dających możliwość obrotu i zbliżenia do ciała.
Malowania uświadczymy tylko z jednej strony.

Połączenie ogona i odwłoka owada wygląda całkiem ciekawie. U góry jest ładny, ząbkowany grzebień, od którego odchodzi jakby rusztowanie, to wszystko pomalowane na fioletowo i wzbogacone o detale łusek. Poza tym część ta jest jednorodnie pokryta magentą.
Od boku widzimy nogi robota, nie da się ukryć (dosłownie). Nie przeszkadza mi to zbytnio, bo dokładają nieco koloru dzięki wyglądającej jak lizak pudrowy żółtej farbie, a ich owadzia stylistyka nie gryzie się bardzo z całością.
Ogonodwłokiem możemy nieco manipulować, bo biodra robota to stawy kulowe, a górna część jest na zawiasie, ale wtedy tworzą się bardzo wyraźne przerwy i psuje to sylwetkę elementu.
Porównania
Ciężko porównywać alty z BW, bo skala w tej serii nie istnieje bardziej niż zwykle, więc tak dla formalności – z lewej Universe Acid Storm, z prawej BW Transmetal 2 Basic Scarem.
Jak na taki wybryk cybertrońskiej technologii, Beast Wars Buzzclaw w trybie bestii jest całkiem dobry. Pozowalność i gimmick są w porządku. Najwięcej jednak robią tu kolory, detale i malowanie, które naprawdę przyciągają wzrok.
Transformacja
Beast Wars Buzzclaw transformuje się jak w większość figurek z tej serii. Proces jest prosty, intuicyjny i satysfakcjonujący. Nie ma co tu się rozpisywać. Wspomnę tylko, że trzeba nieco uważać przy obracaniu plecaka – spust może zahaczać o grzebień na ogonie, więc potencjalnie może uszkodzić farbę.
Tryb robota
Po skończonej transformacji Beast Wars Buzzclaw staje się takim oto super-mecha-szatanem-predatorem-modliszką z piekła. Czyli typowym Predaconem ze stawonogim trybem alternatywnym.
(Do następnej galerii muszę wybrać coś ładniejszego, bo mi się „żarty” kończą :v.)
Robot w szczegółach
Oj, ten plecaczek chyba jest za ciężki, bo nasz pacjent wymaga pilnej pomocy mecha-ortopedy… Szyja, ramiona i biodra nie są w jednej linii, co wygląda dość niezręcznie. Wypukłe plecy (pomijając kibble) zdecydowanie nie pomagają.
Sam kibble za to mi nie przeszkadza. Skrzydła to skrzydła, tu nie ma co marudzić, górna część ogonodwłoka tworzy jakby „bojowe” poły/spódnicę/pelerynę, a pazury… no coż, są. Jak dla mnie wszystko tu jakoś działa i gra ze stylistyką reszty modelu. Poza tym nic z tego nie wpływa negatywnie na pozowalność robota, a ogon nawet może posłużyć za podpórkę przy ustawianiu.
Głowa jest pozytywnie okropna. W całości wykonano ją z przezroczystego pomarańczowego plastiku, ale dostała trochę tej magenty, więc twarz jest dosyć dobrze zarysowana. Do tego pomalowane na biało zęby wyszczerzone w jakby wrednym grymasie.
Umieszczono ją na stawie kulkowym, ale przez spust od gimmicku może się jedynie obracać. Jeśli odsuniemy go nieco, wtedy może spojrzeć w górę (w dół już nie).
Tors robota przyozdabia głowa formy bestii. Typowe, ale estetyczne.
Ręce to nogi potwora, wiele więcej się o nich powiedzieć nie da. Otwór w pięści powinien przyjmować bronie 3 mm, ale radzę z tym uważać – przezroczysty plastik ma tendencję do słabego znoszenia naprężeń. Lewe przedramię ma też tajemniczy peg…


Nogi w zasadzie widzieliśmy, ale transformacja odsłoniła uda i bardzo owadzie pięty.
Artykulacja prezentuje się następująco – obrót w pasie, kulka w biodrze, kulka w kolanie, zawias góra-dół w stopie.
Akcesoria
No więc połowa trybu alternatywnego to akcesoria… Większa część grzbietu razem z przednimi cosiami i skrzydłami tworzy parę ogromnych kleszczy/nożyc, a górna część ogonodwłoka – tarczę.
Na spodzie tarczy znajdziemy wyrzeźbione coś organicznego (żyły? tchawki?), port do wpięcia w przedramię oraz małą niespodziankę – rubsign vel znak cieplny.
Gdy go potrzemy (czy raczej w ogóle wystawimy na działanie ciepła) kolor tła się zmieni i odsłoni się prawdziwa przynależność figurki, która nie zaskoczyła nikogo nigdy. Po tylu latach już nie działa tak jak trzeba – na poprzednim zdjęciu też widać symbol, a w moim pokoju było wtedy dosyć chłodno.
Dozbrojony Beast Wars Buzzclaw wygląda zaprawdę kreskówkowo. Nie wyobrażam sobie, jak taka broń mogłaby działać w rzeczywistości, ale jemu najwyraźniej to wychodzi i jest z tego bardzo zadowolony (albo nie, zależy czy patrzymy przez pryzmat bio z pudełka czy z komiksów). Uchwyt jest obustronny, ale ja wolę jak trzyma go od góry. Gimmick wciąż działa, a dwie wypustki u góry podstawy ułatwiają dosuwanie całości do ręki.
Mocowania broni i tarczy o dziwo nie pasują rozmiarami. Może to być kwestia wieku modelu lub wykonania mojego egzemplarza, ale dłonie przyjmują akcesoria z systemu 3 mm, a przedramię/port pod tarczą nie – są minimalnie mniejsze.

Z akcesoriami jest taki problem, że jeśli je zgubimy, alt-mode jest bezużyteczny (chyba, że chcemy zrobić custom TF x Gothic Ścierwojada czy coś).
Jak widać nasz kolorowy koleżka jest na tyle atletyczny, że bez problemu utrzyma jedną ręką połowę swojej masy i ustoi. Kiedyś to było…
Przy okazji można zobaczyć trochę wydrążeń. No to może jednak kiedyś nie było aż tak dobrze :v.
Porównania
Moi standardowi modele, starszy i współczesny Deluxe – z lewej Acid Storm, z prawej TR Highbrow.
Coś w podobnej klasie – z lewej Hunt for the Decepticons Scout Hubcap, z prawej Power of The Primes Legends Outback.
I na koniec coś ówczesnego – z lewej TM2 Scarem, z prawej BW TM Deluxe Waspinator.
Beast Wars Buzzclaw jako robot jest bardzo dobry. Jedynym większym zgrzytem moim zdaniem jest tu krzywy „kręgosłup”. Kibble naprawdę mi nie przeszkadza, nawet daje coś figurce, a dozbrojony wygląda przezabawnie. Artykulacja stoi na wysokim poziomie – wszystko poza stopami i obrotem w pasie korzysta ze stawach kulkowych.
Podsumowanie i ocena
Czy Transformers: Beast Wars Buzzclaw jest wart dołączenia do Waszej kolekcji? Moim zdaniem – tak.
Zakupu tej figurki nie planowałem, jakoś nigdy nie zwrócił specjalnie mojej uwagi. Nabyłem go właściwie dlatego, że miałem okazję i wiedziałem, że nie jest beznadziejny, ale gdy go otworzyłem i się nim trochę po… testowałem dynamicznie możliwości, to bardzo mi przypadł do gustu. Nie jest oczywiście idealny, to tylko Basic, ale wiele rzeczy robi dobrze i ma ten cudowny urok pokręconych zabawek z lat 90-tych, który tak mnie ujął w G2 i BW, a detale, malowanie i wykonanie stoją na wysokim poziomie.
Na sam koniec mam jeszcze jedną uwagę – trzeba z nim trochę uważać. Przezroczysty plastik narażony na naprężenia po kilku, kilkunastu latach może nawet samoistnie pękać lub dawać stress marki. Swój fabrycznie zamknięty egzemplarz otworzyłem zaledwie kilka tygodni temu, a już prosto z opakowania miał miejscami ślady zmęczenia materiału. Nie zanosi się na to, aby cokolwiek miało rąbnąć (ekheekheTitansReturnWolfwireekheekhe), ale radzę nie przesadzać z siłą. Broń Primusie nie pozwolić mu spaść z wysokości na coś twardego.
Zapraszam też do zapoznania się z innymi materiałami o BW:
Custom TM2 Cheetor
Recenzja Masterpiece Beast Wars Dinobota
Do następnego! Beast Wars Buzzclaw
