Nasza pierwsza figurka – Stealthwing Batman
Każda pasja ma jakiś początek, także ta kolekcjonerska. Oczywistym jest, że jeśli chcemy zacząć zbierać figurki, trzeba od jakichś zacząć, jakieś egzemplarze muszą się stać tymi pierwszymi, przecieraczami szlaków. Pytanie jak wielu kolekcjonerów pamięta co w ich zbiorach było pierwsze? Ja np. pamiętam doskonale. Jakkolwiek były to zamierzchłe czasy kiedy zabawki służyły mi jak sama nazwa wskazuje do zabawy, a nie do wyglądania fajnie na półce. Rok 1995, pięcioletni wówczas Benny odpakowuje gwiazdkowe prezenty. Wśród nich znalazła się niewielka, ładnie zdobiona tekturka z plastikowym blistrem, a wewnątrz niego ten oto pan. Zdjęcia na razie nie moje:
Batman Animated Series Crime Squad Stealthwing Batman. Nie byłem wtedy obeznany w popkulturze, więc Gacek był dla mnie po prostu kolejnym fajnym ludkiem do zabawy. Postanowiłem zasięgnąć języka u taty.
- Tata, a kto jest ten Batman?
-
Batman… no to był taki pan, który bronił ludzi przed różnymi takimi!
To mi wówczas wystarczyło. Figurkę szybko odpakowałem, umieściłem w czaderskiej lotni i poleciałem na pierwszą misję.
Crime Squad było serią pochodną od Mission Masters, sporej serii, w ramach której wydano postacie w charakterystycznej stylistyce Batman Animated Series. M.in niezliczone warianty i recolory tej prostej figurki Batskiego. Stealthwing Batman jest moim zdaniem jednym z lepszych wariantów tego moldu. Czarny kolor stroju fajnie uzupełniają agresywne paski i wstawki barwy metalicznie szarej. Całość uzupełnia klasyczne żółte logo nietoperza na klacie jak i pas tego samego koloru. Pomimo zaledwie pięciu punktów artykulacji (ręce w barkach, nogi w biodrach i głowa) oraz mikrego wzrostu (ok 11 cm) figurka prezentuje się całkiem efektownie.
Jako akcesorium Batman otrzymał wspomnianą lotnię. Figurkę umieszczało się w klipsie ściskającym ją w pasie i zatrzaskiwało na niej dodatkowo coś w stylu „maski-kabiny”. Skrzydła można było złożyć, a w znajdujących się w nich otworach umieścić dwie bomby, oczywiście dla uczczenia tych wszystkich chwil w komiksach i serialach kiedy Batman bombardował swoich wrogów z wysokości 🙂 Ale wtedy to się nie wydawało jeszcze głupie.
Lata mijały, ja dorosłem (chyba), a Batski cudownym trafem ocalał i przeżył wszystkie wyprzedaże zabawek, wyrzucanie niepotrzebnych gratów, porządki i inne zagrożenia dla zabawek z dzieciństwa. Przez te wszystkie lata oczywiście nieco ucierpiał. Lotnia gdzieś przepadła z kretesem, on sam stracił trochę farby, zwłaszcza na klacie i podbródku, a także nie wiedzieć czemu swoje uszka na masce. Ale poza tym ma się dobrze i nie mogłem się powstrzymać, żeby nie postawić go na mojej ekspozycji figurek „superbohaterskich”, mimo, że skalą nie pasuje tam do niczego.
Jegomość ów nie jest jakąś bardzo poszukiwaną figurką. Na ebay da się go wyhaczyć nawet za mniej niż pięć dolarów, chociaż nieodpakowany osiąga ceny od dwudziestu paru. Nie jest to najlepsza figurka Batmana jaka powstała, także wśród tych oldschoolowych, ale wiadomym jest jak wielkim czynnikiem dla kolekcjonera jest ładunek wiążącej się z zabawką nostalgii. Patrząc się na znajdujący pełnoprawne miejsce w kolekcji obiekt, który przeżył z nami prawie dwadzieścia lat nie sposób się nie uśmiechnąć 🙂
A czy wy pamiętacie jeszcze i macie wciąż ze sobą wasze pierwsze figurki? Tym wpisem zachęcam do podzielenia się rozkminkami na ten temat!
