GI Joe The Return of Serpentor

Jednym z ważniejszych i bardziej interesujących wydarzeń w universum „G.I. Joe” z czasów Marvela była wojna domowa na Wyspie Cobry. Trwającą prawie pięć numerów batalię, znaną dzięki wydawnictwu TM-Semic także i polskim czytelnikom, można polecać z czystym sumieniem. Sam za wiele nie chcę o niej pisać – raczej zachęcam do lektury. Wspominam o niej dlatego, że to w jej wyniku doszło do śmierci znienawidzonego (tak przez część postaci, jak i przez większość fanów) cesarza Cobry, Serpentora. Swego czasu (w recenzji komiksu „The Art of War”) nieco o nim napisałem, tam też odsyłam zainteresowanych. Powrót tego kontrowersyjnego złoczyńcy stanowił oś wydarzeń historii, którą chciałbym omówić dzisiaj. „The Return of Serpentor” wydawnictwa Devil’s Due, rozgrywającej się w serii „A Real American Hero. Volume 2” (czyli komiksów, które kontynuowały przygody znane z serii marvelowskiej) i opublikowanej w jednym tomie (nr V). Zawarty w tym wydaniu numer 16 stanowi niejako wprowadzenie, zaś numery od 22 do 25 to właściwa historia.

Miejsce w uniwersum

Na wstępie powiem, że jest to pozycja zdecydowanie dla osób nieco bardziej zasiedziałych w „Joe” Ewentualnie mających przynajmniej szczątkową wiedzę na temat wcześniejszych, marvelowskich (i nie tylko) przygód. Reszta czytelników może się pogubić w natłoku postaci, wątków, odniesień, nie będzie wiadomo dlaczego ten jest obrażony na tamtego i tak dalej. Nawet nieco bardziej szczegółowe streszczenie mogłoby wywołać lekkie zdziwienie, więc poprzestanę na krótkim zarysowaniu akcji. Serpentor (czy raczej jego klon) zostaje przywrócony do życia przez tajny odłam Cobry, The Coil. Prowadzi go do podboju świata przy jednoczesnej zemście na swoich starych wrogach – G.I. Joe oraz Dowódcy Cobry. Komandosi i terroryści muszą powstrzymać szalonego imperatora, który jest jeszcze bardziej niebezpieczny niż przed swoim zejściem ze sceny…

Plusy komiksu

To co dostajemy, to naprawdę solidna dawka akcji, która nie traci ani na moment ducha „Joe”. Nadmienić tu należy, że sporo klasycznych elementów zostało poddanych udanej aktualizacji. Zwłaszcza nowa zbroja Serpentora i jego Rydwan dają radę. Największym plusem jest jednak to, że prócz licznych walk, strzelanin i potyczek mamy pojedynek, ostateczne starcie między Dowódcą Cobry i Serpentorem. Czegoś takiego poskąpiono w Marvelu, wersja animowana (serial Sunbowa / „The Movie” / „Operation: Dragonfire” od DICa) stanowiła zaledwie namiastkę. Tutaj obie postaci ukazane są w pełnej krasie, dają radę i przy wymianie ciosów, i przy wymianie „uprzejmości”. Choćby dla samego tego spotkania warto po „The Return…” sięgnąć. Dodatkowo mamy sporo klimatycznych momentów. Trzy kolejno ukazane przemowy wodzów poszczególnych oddziałów, jak również nawiązań (okrzyk „This, I Command!”, kopiący prądem hełm Dowódcy, The Coil). Pojawiają się także w całkiem istotnych rolach tacy bohaterowie jak: brat najemnika Zartana, Zandar, Overlord czy Robert Skelton vel Overkill, niesławny żołdak Cobry, który odpowiadał w Marvelu za zmasakrowanie kilku znanych członków Joe. Jeszcze o nim usłyszymy…

Mankamenty

Jeśli coś przeszkadza mi w tej historii to cały motyw klonów Serpentora. Nie chodzi tu tyle o powtarzalność motywu, co o jego średnie dopasowanie do marvelowskiej wersji powstania imperatora (ten epizod także wydał TM-Semic i także go polecam, podobnie jak i powiązaną z nim „Bitwę o Springfield”). Mam wrażenie, że twórcy tutaj trochę przedobrzyli. Także finał trwa w moim odczuciu nieco za krótko, nie wszyscy biorący w nim udział mieli szansę w pełni się wykazać i aż się prosiło o przynajmniej jeszcze jeden zeszyt.

Nie zmienia to jednak faktu, że „The Return of Serpentor” jest dobrą, pomysłową, pełną tak akcji, jak i mniej lub bardziej sympatycznych odniesień historią. Polecam każdemu miłośnikowi „Joe”, a dla zwolenników cesarza to wręcz lektura obowiązkowa.

Scenariusz: Josh Blaylock i Brandon Jerwa Rysunki: Tim Seeley i Brandon Badeaux Liczba stron (wydanie zbiorcze): 112 Wydawnictwo: Devil’s Due

Reklama