USS Flagg, Defiant, Missile HQ – co je łączy?
Graal i zabawki?
Tak, G.I. Joe – przynajmniej seria 1982-94 (ARAH) – ma swojego świętego graala. W przypadku Joesów są to: USS FLAGG (’85), Defiant (’87) oraz Cobra Missile HQ (’82/83). Nim przejdę do dokładnego opisu, pomędrkuję (krótko) o samym terminie.
Odbiegając oczywiście od teologicznych znaczeń, święty graal to coś najbardziej pożądanego i właściwie niemożliwego do zdobycie w danym obszarze. Stąd ten termin średnio mi odpowiada. Dlaczego? Po pierwsze ktoś kiedyś wymyślił, że wspomniane wyżej 3 zestawy uznawane są wśród kolekcjonerów Joesów za owego graala.
Wątpię, by znaczenie miał odstęp czasu od wydania poszczególnych zestawów (2 lata). Generalnie chodzi o dostępność kompletnych, nie uszkodzonych playsetów. Jak wiadomo nie od dziś, podaż i popyt w dużej mierze kształtują ceny, stąd akurat nie każdy kolekcjoner pozwoli sobie na zakup powyższych z pełnym ekwipunkiem, do tego w stanie C9 czy najlepiej MISB (niemal nieosiągalne). Poza tym niektóre z nich naprawdę nie są… niczym specjalnym, ale o tym za chwilę.
Stąd dużo bardziej, według mnie, odpowiednim terminem są „cuda świata”, na wzór powszechnie znanych 7 antyku. Ktoś powie, ale wymyśla. Pewnie tak, jednak z perspektywy naszych obecnych czasów, lata 80 w zabawkach to nieco antyk i klasyka zarazem. Inne technologie, możliwości, podejście do zabawek. Jednak nawet przy takim postawieniu sprawy, przynajmniej jeden zestaw nie powinien się tam znaleźć.
Cobra Missile Headquaters
Wedle opisu, zestaw ten jest zabawkową wersją sekretnej bazy Cobry, o stalowych ścianach, w której mieści się zaawansowane centrum wystrzeliwania rakiet o gigantycznej mocy. Patrząc na fotki, trudno się do czegoś przyczepić – jak na lata ’80 kolorowe grafiki, „pachnące” nieco serialem animowanym. Rakiety nie mocowano na sztywno, ale na kołowrotku pozwalającym stawiać ją pod różnym kątem. W czym zatem haczyk? Materiał. O ile pozostałe pojazdy zrobiono z plastiku, ten wykonano… z kartonu. Tak! Cała baza to kawałek wielobarwnego kartonu 🙂
Skład
Do całości dodano 3 figurki. W zależności od roku wydania są to tzw. straight arms (bez stawu obrotowego w barku i nad łokciem) lub swivel arms (wydawane od roku 83 z ww. stawami):
Dla porządku należy dodać, że były to pierwsze zabawki reprezentujące złą stronę mocy, jak również pierwszy zestaw/playset z dołączonymi figurkami – wcześniej (mowa o roku 1982) żaden pojazd NIE posiadał kierowcy/operatora. Tym nie mniej, sam Cobra Commander był do zdobycia w formie wysyłkowej. Cena w tamtych czasach? Według jednego źródła (Complete Encyclopedia to G.I. Joe) koszt zestawu to 35 USD, a według np. Bellomo’s Guide jedynie 11 USD. Dla zestawienia, wówczas jedna figurka kosztowała średnio 2 USD.
Dostępność w czasach dzisiejszych
Jak sprawa wygląda dzisiaj. Zestawów tych jest jak na lekarstwo i dorwać jeden kompletny to niesamowita sztuka/szczęście. Powód prosty – o ile plastik człowiek przez 30 lat jest w stanie jako/tako utrzymać w dobrej kondycji, o tyle kawałek kartonu już nie. Mało kto przecież 32 lata temu myślał, że za kilka dekad za ten dość ładny, ale toporny zestaw może „zaśpiewać” od 350 USD w górę. Z takimi cenami spotykam się nierzadko na forach lub eBayu. Absolutnym rekordem była kiedyś oferta znaleziona na tamtejszym serwisie aukcyjnym. Nówka sztuka, nigdy nie wyjęta z pudełka za ponad 11 000 USD! Nie pamiętam, czy ktoś to kupił.
Według mnie całość nie warta świeczki, nie przy tej cenie. Oczywiście z perspektywy kolektywu zbieraczy G.I. Joe zyskuje się uznanie, podziw, jakby nie patrzeć to perła w koronie. Mimo wszystko osobiście miałbym opór wydać ponad 1000 PLN na kawałek kartonu.
USS Flagg
Większość kolekcjonerów ten pojazd, a właściwie GIGApojazd – największy wśród wydanych – najpewniej zna. Lotniskowiec, mierzący 7 stóp (trochę ponad 2 metry), z masą szczegół jak na okręt tej klasy przystało: 2 pasy dla samolotów, kotwice, artylerię, dźwig pokładowy, mini holownik z cysterną, wyrzutnią rakiet, sporej wielkości kokpitem (6 pomieszczeń), łódź ratunkowa, a nawet systemem nagłaśniającym – mikrofon i głośniki (z 3 nagranymi komendami)! Najpewniej wzorowano się na klasie Kitty Hawk bądź Forrestal, czyli lotniskowcu o konwencjonalnym napędzie (nie atomowym jak USS Nimitz).

Etymologia nazwy USS FLAGG
Okręt otrzymał nazwę na cześć gen. Lawrance J. Flagga, zabitego w #19 komiksu G.I. Joe wydawanego przez wydawnictwo Marvel. W ramach ostatniej ciekawostki, główny kreatywny Hasbro w tamtym okresie – Ron Rudat – wspominał, że przy tworzeniu tej zabawki specjalnie udali się do bazy marynarki wojennej, aby z bliska (również wewnątrz) przyjrzeć się okrętom. Z przykrością zarazem stwierdził, że żałuje, iż te czasy minęły – obecnie konstruktorom wystarczą nierzadko same książki, unikają takich wypraw. W 1985 roku za tę zabawkę należało zapłacić trochę ponad 100 USD (zapakowaną). Obecnie, cena za niemal kompletny lotniskowiec to 800 USD i więcej, a zapakowany to 5000 USD w górę!

Polski American Dream
Z kimkolwiek w Polsce bym nie rozmawiał, każdy chciałby przytulić USS Flagg. Pal licho, że mógłby / musiałby robić za stół lub szafkę. Dawniej też się do tego grona zaliczałem, czyli tych marzycieli, aby mieć USS Flagg. Pierwszy na liście do kupienia z takich rarytasów. Jednak obecnie trochę zapał mi siadł.
Po pierwsze, tak wiem – to zabawka, pojazd jest kiepsko zeskalowany Oczywiście gdyby chcieć go oddać w rzeczywistości, musiałby mieć nie 7 stóp, kilka razy tyle, jak ten custom. Gdzieś na HISSTanku był nawet 7 metrowy ze styropianu – cały garaż!
Po drugie, a częściowo wynikając z pierwszego: sam w sobie jest ładny, ale gdy postawi się na nim coś więcej, traci urok. Dowody? Proszę bardzo:
Tutaj jeszcze jest lajtowoDefiant
Finalnie mamy prawdziwego potwora z roku 1987 – SPACE VEHICLE LAUNCH COMPLEX, choć tak naprawdę to zestaw 3 w 1. W jego skład wchodzą:
- platforma transportowa
- pojazd kosmiczny/stacja dokująca
- właściwy wahadłowiec
Szczęśliwie jestem posiadaczem tego zestawu, stąd miałem okazję pewne rzeczy posprawdzać, ale głębszą analizę tego pojazdu znajdziecie w przyszłości w profilu z moją kolekcją.
Defiant z bliska
Pierwsza istotna rzecz, która mnie zdziwiła to… waga. Wszystko razem spięte do kupy waży 15 kilo! Temat o tyle dziwny, że to przecież zabawka dla dzieci. Ma to swój plus, bo żaden rodzic nie mógł powiedzieć – posprzątaj Defianta, no bo gdzie go upchnąć :)? Na szczęście ma 16 kół, więc idzie to przesunąć. Dla porównania fotka na tle innych (mniejszych i większych) pojazdów.
Kolejna, która skłoniła mnie do jego zakupu w miejsce np. USS Flagg, to wielofunkcjonalność i skala. Jak widać na powyższym obrazku tutaj da się upchnąć naprawdę dużo figurek. Gdzieś wyczytałem, że 25 (wypustki, siedzenia). Tak naprawdę nawet więcej.Właśnie możliwość ustawienia figurek powoduje, że wygląda on o wiele bardziej realistycznie niż lotniskowiec.
Platforma
Pojazd to uzbrojona platforma do wystrzeliwania wahadłowców. Posiada własne 3 obrotowe potężne działka obronne wymagające operatorów i kilka mniejszych „samoobsługowych”. Rzecz ciekawa, o te działka trzeba dbać – nieuszkodzone (najczęściej łamie się drążek i dolny zaczep) kosztują blisko 100 PLN… Dość ciekawie rozwiązano kwestię przygotowania rakiet do startu. Niczym na początku XX wieku służy do tego korba :). Plus, bo elektroniczny system łatwo uszkodzić, a przy takim manualnym sposobie zmiany kąta (blisko 90*) trudniej o przeciążenia plastiku.
Booster
Drugim członem zestawu jest pojazd do wynoszenia wahadłowca – posiada kilka pokaźnych silników rakietowych, na orbicie przekształcająca się w stację dokującą. W środku tego pojazdu jest sporo miejsca, co przedstawia zdjęcie niżej (po abordażu przez bliżej nieokreśloną rasę)
Nurtowała mnie jedna kwestia. Pojazd dzieli się na 2 sekcje: kokpit do sterowania i pokój techniczny. Między tymi dwoma nie ma… drzwi :D. Stąd, wczuwając się w zabawę na orbicie, nawet gdyby cała załoga posiadała kombinezony, przy otwarciu klapy (obrazek) cała kabina się rozhermetyzuje. No ale to zabawka dla dzieci, nie doszukujmy się dopracowania aż takich szczegółów :). Zwłaszcza, że ta stacja posiada kabinę do dekontaminacji, kajuty, dwa stanowiska dla analityków. Ważny tip dla customiarzy – jeśli ktoś myślałby o przygotowaniu jakiejś barki desantowej dla Joesów, to niebieskie wnętrze od pojazdu idealnie się do tego nadaje.
Wahadłowiec
Ostatni duży element to wahadłowiec. Pojazd typowo techniczny (w luku bagażowym skrywa wysięgnik z chwytakiem), acz uzbrojony – wszak Kobra ma m.in. Firebata czy Stiletto. W drugiej wersji z 1989 roku w miejsce tego ramienia umieszczono mini-samolocik, przemalowanego „scouta”, którego wcześniej miał Raven. Tak w ramach dygresji.
Nawiązania do innych pojazdów
Z ciekawostek, w sarkofag na platformie wtopiono kilka elementów z wcześniej wydanych pojazdów, mianowicie:
- silnik od maulera
- przykrywa od silnika od snow cata
- kawałem SNAKE (pancerza Kobry)
- miny od figurki Tripwire
oraz… mysz. Wszystkie fotki dostępne pod głównym linkiem na yojoe.com
Cena. Pierwotnie zestaw kosztował 100 USD. Obecnie zakup zapakowanego to wydatek blisko 5 000 USD. Niezła przebitka, prawda? Chcąc kupić kompletnego w dobrym stanie trzeba wydać blisko 1000 USD + wysyłka oczywiście. Generalnie jest sztuką kupić kompletny, nieuszkodzony zestaw jest szalenie trudno. Najczęściej kupuje się w miarę pełny i później dopasowuje części. Żmudna i kosztowna praca, ale trudno to obejść
Finalnie, ogrom części Defianta daje pole do popisu dla customiarzy. Znalezione przykładowe dwa z nich:

Dostępność zestawów
Jak się pewnie domyślacie, w Polsce łatwiej trafić 6. w Lotto niż trafić któryś z powyższych. W sumie owa 6. sporo by rozwiązała, bo wówczas bez mrugnięcia oka można importować z zagranicy. W Europie również próżno szukać USS Flagg i Missile HQ. Czasem zdarzy się ktoś z Defiantem, jak mi. Według informacji na YoJoe.com, był on dostępny w Belgii, co by się zgadzało. Dotychczas w trakcie poszukiwać znalazłem tam 2 sztuki i jedną we Francji.
Oczywiście może się zdarzyć, że ktoś wyprzedaje kolekcję i oferuje jeden z trzech elementów graala. Jednak w tej sytuacji niemal pewne jest, że pochodzą one z USA.
Jak to wygląda w USA? Bajka można rzec. Wbrew obiegowej opinii, kolekcjonerzy wcale nie szperają po eBayu. Dla nich prawdziwą krainą szczęścia są przydomowe wyprzedaże (znane z filmów), pchle targi i wszelkiej maści lokalne wydarzenia. Nie raz na grupach dyskusyjnych widzę posty w stylu: byłem wczoraj w mieście X, za 100 USD kupiłem np.: USS Flagg, Defiant, Terror Drome i ileś tam figurek. Cały bagażnik wypakowany. Marzenie w Polsce ;). W sumie dostępność G.I. Joe to temat na osobny wpis, którego również należy się spodziewać.

